Dasz Wiarę? Od. 71, w którym…

Dasz Wiarę? Od. 71, w którym…

Dasz Wiarę? Od. 71, w którym zaczynamy poszukiwania starożytnych ateistów.

Link do wpisu na blogu, lepsze formatowanie ze źródłami
Link do podcastu

Ateizm i sceptycyzm często przedstawia się jako nowinkę. Co ciekawe – podejście to spotyka się zarówno wśród ich proponentów jak i oponentów. Narracja tych pierwszych idzie mniej więcej tak jak na popularnym memie z ludzikiem oddającym hołd kolejnym wcieleniem nadprzyrodzonych sił. Od magicznych kamieni, przez bóstwa, jednego boga, proroków mówiących w imieniu boga itd. Na samym końcu człowiek stoi wyprostowany i spokojnie patrzy w niebo, nie ma żadnych bogów i magii. Odrzucanie sił nadprzyrodzonych jest tu prezentowane jako stopniowy proces prowadzący nas do dostrzeżenia prawdy o rzeczywistości. Nowość odrzucenia religii jest jak nowy produkt z reklamy – lepszy i sprawniejszy od poprzednich.

Zupełnie inny cel w podkreślaniu rzekomej nowości mają z kolei krytykanci. Ich opowieść przedstawia niewiarę jako potencjalnie groźną. Jest ona niesprawdzona, nieprzetestowana w działaniu. Mówią coś w stylu – “no, może i to co mamy teraz nie jest doskonałe, ale wiemy, że funkcjonuje i daje stabilność. Niewiara jest niebezpieczna, bo może okazać się, że nie będzie działać w praktyce. Przecież nie wszystko co nowe i obiecujące progres musi być dobre, prawda? Komunizm też zapowiadał nową jakość, a jak to się wszystko skończyło?!”. Ci ludzie prezentują odejście od religii jako rewolucję i eksperyment. Pasuje to do ich narracji mającej przedstawiać wiarę w siły nadprzyrodzone jako stan “domyślny” dla ludzkości.

To jest pierwszy problem jaki napotkamy przy naszym śledztwie dotyczącym historii sceptycyzmu i ateizmu – próba takiej interpretacji wiedzy którą mamy aby pasowała do założonej tezy. Ateista może chcieć widzieć ateizm jako coś przełomowego. Dokonanie czegoś po raz pierwszy jest samo w sobie postrzegane jako osiągnięcie. Amerykanie pysznią się byciem pierwsi na księżycu, a Rosjanie są dumni z pierwszego człowieka w kosmosie. Religiantowi czy konserwatyście obraz nowinki również pasuje, bo można przedstawić niewiarę jako naruszenie naturalnego porządku i pogrozić, że jeśli go naruszymy to czekają nas nieprzyjemności. Znacie “natura nie znosi próżni i jeśli odrzucimy X to przyjdzie Y i dopiero zobaczycie”?

Pogląd o ateizmie i odrzuceniu religii jako nowościach oraz ich ścisły związek z Zachodem, oświeceniem i nauką wydał mi się dość kontrintuicyjny. Dlaczego? Zaawansowana wiedza naukowa wcale nie jest potrzebna do tego żeby nie wierzyć w bóstwa. Buntujący się gimnazjalista nie jest Newtonem (ten btw. był unitarianinem zafiksowany na Biblii), a mimo to potrafi stwierdzić “boga niet”. Czemu Mataios z Gimbazjonu miałby nie móc zrobić tego co Mateusz z gimnazjum? Oczywiście można wskazać, że Mateusz żyje w rzeczywistości ukształtowanej przez oświeceniową rewolucję i łatwo mu odrzucić wierzenia, bo całą robotę ich krytyki wykonały za niego poprzednie pokolenia filozofów i naukowców.

To jednak nie tłumaczy ateizmu czy sceptycyzmu w innych, nawet tzw. “prymitywnych kulturach”. Lubię opowieść Everetta, amerykańskiego lingwisty badającego lud Piraha. Oprócz studiowania ich języka, Everett opowiadał im biblijne historie. Słuchali z zaciekawieniem, ale w końcu zapytali czy zna Jezusa osobiście. Everett odpowiedział “nie”. Piraha zapytali wówczas czy zna kogoś kto znał Jezusa albo chociaż kogoś kto znał kogoś kto zna Jezusa. Everett odpowiedział, że nie, że bazuje na relacjach sprzed setek lat. Piraha ze zdziwieniem zapytali: “to skąd wiesz, że to prawda?” i stracili zainteresowanie. Zmiażdżony gimboateistyczną logiką Everett miał kryzys wiary, który skończył się odrzuceniem religii.

Wybitny brytyjski antropolog, sir Edward Evans-Pritchard opowiadał o swoich studiach nad Azande w Kongo, wśród których żył na początku XX wieku. Praktykowali wówczas raczej rdzenne wierzenia (obecnie chrześcijaństwo). Antropologowie skrupulatnie zapisywali przebieg rytuałów, pytali o poglądy na konkretne sprawy, rozmawiali z szamanami. Evans-Pritchard zdobył zaufanie niektórych z nich na tyle, że, według jego własnych słów, część ludzi, którzy regularnie brali udział w ceremoniach i rytuałach, przyznała się do niewierzenia w nie, a odprawiających je szamanów uważała za oszustów. Tutaj jednak wychodzi nam kolejny problem. Co można uznać za ateizm czy sceptycyzm?

Praktykujący animizm mogą nie wierzyć w bogów, ale mają cały świat duchów i magii. Czy można nazwać ich ateistami? Nawet jeśli są wśród nich osoby, które w ogóle odrzucają nadprzyrodzone, to klasyfikowanie tego jako sceptycyzm czy ateizm można uznać za naciągane – nie ma tu żadnej myśli, konkurującej z religijną w tłumaczeniu świata. Ok, ale co w takim razie z np. ćarwaką? Był to nurt starożytnego hinduizmu, którego przedstawiciele twierdzili, że bogowie nie istnieją. Nie chcę się tu nad nimi rozwodzić, bo swego czasu napisałem o nich odcinek (DW 32) i do niego odsyłam zainteresowanych. Tak czy inaczej mamy potwierdzony przypadek starożytnego ateizmu i to filozoficznego.

OK, ale przecież rozmawiamy o “naszej” cywilizacji. Wschodnie to inna para kaloszy, tam zdarzają się nurty religijne, które można by określić mianem ateistycznych (chociaż w religioznawstwie mówi się raczej o nonteizmie. Dlaczego? To temat na inny odcinek). Jednak skoro Indusi potrafili wpaść na to, że nie ma boga, to czemu miałaby to być bariera nie do przejścia dla Greków czy Rzymian? Znali przecież pojęcie ateizmu. Jeśli nie było ateistów, to po co wymyślono słowo na opis zjawiska, które nie istnieje? Nie wymyślamy określeń dla np. dyskryminacji mieszkańców kraterów Księżyca przez resztę. To zjawisko to po prostu nie występuje i zajmowanie się nim nie ma żadnego sensu (poza, może, eksperymentami myślowymi).

Tutaj jednak jest kolejny problem jaki będziemy mieli w toku naszego śledztwa. Słowa mogą być pułapkami – greckie “atheos” ma wiele znaczeń. Dosłownie znaczy “bez boga/ bogów” i było używane na opisanie m.in.

– osób nie czczących bogów danej społeczności
– osób postrzeganych jako “opuszczone przez bogów” (czyli np. znajdujące się w trudnym położeniu, bo nie dopełniły swoich powinności religijnych)
– osób mających inne niż powszechnie przyjęte wyobrażenie o bogach (co nie znaczy, że odrzucających istnienie bóstwa)

Starożytny ateista mógł mieć więc inne poglądy niż te które dzisiaj zakwalifikowaliśmy jako ateizm. Ponadto określenie to było czasem używane po prostu jako obelga, za którą nie kryła się żadna treść. Na podobnej zasadzie na jakiej w internecie można zostać lewakiem nie mając wiele wspólnego z lewicą. Ale, ale… starożytni znali też ateizm jako po prostu nie wiarę.

Platon w swoich Prawach daje wręcz rady jak rozmawiać z ateistami. Jedna z rad wręcz zaświadcza o tym, że brak wiary w bogów był postrzegany jako istniejący od dawna już wówczas. Platon radzi by mówić: “ani Ty, ani Twoi przyjaciele nie jesteście pierwszymi którzy mają takie zdanie na temat bogów. Jest bowiem prawdą, że ludzie cierpiący na tę chorobę [ateizm] pojawiają się zawsze, w mniejszych lub większych liczbach”. Platon dodaje, żeby mówić takim ludziom, że ateizmu nie da się obronić intelektualnie więc ateiści z wiekiem przerzucają się na np. deizm. Nawet jeśli dawać wiarę Platonowi (to są porady do dyskusji z ateuszami), to jednak zaświadcza on o obecności ateizmu i znajomości tego zjawiska.

Kolejnym przykładem ateizmu rozumianego jako brak wiary w bóstwo, czyli ateizm w takim znaczeniu jak rozumiemy go dzisiaj, daje też epikurejczyk Filodemos, który wyróżnił trzy typy ateizmu:

– poglądy mówiące, że nie da się stwierdzić czy istnieją bogowie (agnostycyzm)
– poglądy implikujące brak istnienia bogów (ukryty ateizm)
– poglądy mówiące wprost, że nie ma bogów (otwarty ateizm)

Ten ostatni typ jest zgodny ze współczesną, szeroką definicją ateizmu. Wciąż mamy jednak problem co dokładnie starożytni mieli na myśli pisząc o braku wiary. Są to jednak wystarczające rysy na obiegowych prawdach a dodatkowo moje wątpliwości podsyciła lektura Camrdige Companion to Atheism. Uważam, że warto wejść w temat głębiej i przekonać się o jaki ateizm chodziło i czy jest on związany (a jeśli tak to na ile) z dzisiejszym. Wiedzę najlepiej czerpać z akademii dlatego będę tutaj męczył książkę Tima Whitmarsha, profesora filologii klasycznej Uniwersytetu Cambridge, zatytułowanej Battling Gods: Atheism in the Ancient World. Inne źródła będą oczywiście listowane w miarę tego jak będą się pojawiać.

Mam nadzieję, że poszukiwanie starożytnych niewierzących będzie dla was równie ciekawe jak dla mnie.
#daszwiare #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #ateizm #religia #gruparatowaniapoziomu

Comments are closed.