Nekromancja średniowieczna i…

Nekromancja średniowieczna i…

Nekromancja średniowieczna i ożywianie zmarłych – cz. 3. Widziadła, iluzje, duchy

Pod koniec ostatniego wpisu wspomniałam, że dla średniowiecznych nekromantów sztuka przywracania zmarłych do życia była w pewnym sensie kontrowersyjna. Niektóre zachowane grymuary, takie jak np. Liber Iuratus Honorii (XIV w.), tylko i wyłącznie wzmiankują ożywianie zmarłych i opisują je oględnie jako sztukę niegodną i „przeciwną Bogu”, nie zawierając przy tym żadnych bardziej szczegółowych instrukcji. Wydaje się, że autorzy tego rodzaju tekstów byli przekonani, że teoretycznie można dokonać wskrzeszenia czy ożywienia zwłok za pomocą magii rytualnej ‒ jednak porządny, pobożny nekromanta nie powinien się tym zajmować.

Skąd takie podejście? Nałożyło się na to wiele przyczyn, o których częściowo pisałam już wcześniej, np. ostrożne traktowanie kwestii ożywiania i wskrzeszania w chrześcijaństwie, czasem też wątpliwości co do ludzkich / demonicznych możliwości w tym zakresie, plus ukształtowana przez chrześcijaństwo niechęć do… jakby to ująć, bezpośrednich, kontaktowych zabaw ze zwłokami. Zwłoki pobożnego chrześcijanina należało zasadniczo pogrzebać i zostawić w spokoju ‒ żeby mogły zostać kiedyś wskrzeszone w dniu Sądu Ostatecznego. Unikano naruszania godności czy integralności ciał zmarłych, no chyba, że były to ciała samobójców czy skazańców ‒ te można było spokojnie zostawić na szubienicy dopóty, dopóki same od niej nie odpadną. Naruszanie miejsc pochówku, wykopywanie zwłok czy przeprowadzanie nielegalnych autopsji traktowano jako przestępstwa.

(Zasady te bywały oczywiście naginane ‒ w średniowieczu przeprowadzano np. zupełnie legalne autopsje, wykopywano szczątki zmarłych podczas porządkowania cmentarzy i robienia miejsca na nowe groby, a ze zwłokami świętych to już w ogóle wyczyniano cuda… Ale to inny temat.)

Niektórzy średniowieczni autorzy grymuarów, choć nie opisują sztuki wskrzeszania zmarłych w dosłownym rozumieniu tego terminu, oferują użytkownikom opisy rytuałów mających na celu stworzenie iluzji ożywienia, a także przywołanie zmarłego jako ducha lub jako widziadła. Jest to pewien rodzaj kompromisu ‒ skoro wykorzystywanie zwłok jest niegodne, to może nie trzeba wykorzystywać ich w ogóle?

Widziadła, złudzenia i kształty niepewne

Znany jest m. in. XIII-wieczny przepis na przygotowanie specjalnego kadzidła, które ‒ zapalone w pobliżu grobów ‒ miało sprawiać, że można ujrzeć unoszące się w powietrzu widma umarłych. Chodzi tu prawdopodobnie wyłącznie o wywołanie efektu iluzji, bo w dalszej części nie ma nic o wchodzeniu w interakcje z widmami. Szczegółowy przepis przytoczyłam wcześniej w tym wpisie ‒ zakładał m. in. wykorzystanie cennych substancji wonnych i krwi czajki lub dudka.

Przywołanie ducha zmarłego

Wspomniany już grymuar Liber Iuratus Honorii nie zawiera co prawda opisu rytuału wskrzeszenia… ale zawiera za to opis rytuału pozwalającego na przywołanie i wypytanie ducha zmarłego. Schemat ogólny jest podobny jak w przypadku rytuałów przywołujących np. demony, a zasadnicze przywołanie brzmi następująco:

[Panie,] Wyciągnij rękę i dotknij moich ust i uczyń je jak miecz ostry, abym oświadczał i przemawiał poprzez słowa, uczynki i wszystko inne, abym związał i skłonił do przyjścia, do udzielenia odpowiedzi, do pojawienia się i do odejścia ducha (N). Niech przybędzie do mnie (N), syn (N), aby okazał mi wspaniałości Twojej świętej mocy, aby mówił do mnie i aby był mi poddany.

Duchy zmarłych podobno manifestowały się podczas takich rytuałów niekoniecznie w ludzkich postaciach, o czym wspomina jedna z historii spisanych w tzw. Manuskrypcie z Yorkshire z ok. 1400 r.:

(…) [nekromanta] przybył na wyznaczone miejsce i uczynił duży krąg za pomocą krzyża, i były na nim [pierwsze?] słowa czterech Ewangelii i inne święte wyrazy. I stanął pośrodku kręgu, kładąc cztery małe relikwiarze w ksztłacie krzyży jego obrzeżu, a na tych relikwiarzach były wypisane pobożne słowa, takie jak „Jezus z Nazaretu” i jeszcze inne. Potem czekał, aż przybędzie duch. W końcu [duch] przybył, pod postacią kozła, i trzykrotnie obszedł krąg, zawodząc (…). Kiedy jednak został zaklęty, padł na ziemię i powstał w postaci męża wielkiego wzrostu, straszliwego i wychudłego, podobnego do martwych królów z malowideł.

Ożywione zwłoki, ale tak nie do końca

Rytuał opisany w Grymuarze z Monachium, w przeciwieństwie do niektórych, zakłada wykorzystanie zwłok i zawiera instrukcje, jak sprawić, by rzeczone zwłoki wydawały się żywe (lub odwrotnie – by osoba żywa wyglądała jak trup) z zastrzeżeniem, że:

Ten wysoce wartościowy eksperyment winien być trzymany w sekrecie, gdyż skrywa wielką moc.

Rytuał jest dość skomplikowany, ale tak w skrócie: najpierw nekromanta musiał zaopatrzyć się w pierścień ze złota z wygrawerowanymi na zewnętrznej i wewnętrznej powierzchni imionami demonów. Następnie pierścień był poddawany żmudnej, trwającej wiele dni konsekracji. Cała procedura rozpoczynała się w niedzielę:

(…) przed wschodem słońca udaj się do płynącej wody i umieść w niej pierścień, i pozwól mu tam zostać przez pięć dni.

Szóstego dnia, o ile nikt nie podprowadził pierścienia ( ͡~ ͜ʖ ͡°) należało zabrać go z wody, umieścić go w grobie i zostawić go tam przez piątek i sobotę. W niedzielę, znów przed wschodem słońca (symboliczne nawiązanie do zmartwychwstania Jezusa nie jest tu przypadkowe), nekromanta musiał zabrać pierścień, udać się za miasto, w odosobnione miejsce „pod otwartym niebem,” nakreślić na ziemi krąg magiczny za pomocą miecza (niezbędny element wyposażenia każdego nekromanty), odprawić rytuał przywołania i przyzwać sześć demonów, które po pojawieniu się miały poprosić o pierścień:

(…) kiedy im go dasz, odejdą, i takoż i ty winieneś opuścić krąg, zabierając ze sobą miecz i nie naruszając kręgu.

W to samo miejsce nekromanta (z mieczem) musiał wrócić po kolejnych sześciu dniach i odprawić kolejny rytuał, w wyniku którego przybywał do niego przysłany przez demony posłaniec na koniu. Przynosił mu on złoty pierścień, już konsekrowany i nasycony mocą, przy okazji zapewniając, że powinien działać ‒ a gdyby coś było nie tak, demony mają uczciwe podejście do klienta i uwzględnią reklamację:

(…) sprawdzisz moc pierścienia, a jeśli nie ma mocy, której zażądałeś, [demony] mówią, że będą gotowe przybyć do ciebie kiedykolwiek sobie zażyczysz.

Posłańcowi należało uprzejmie podziękować, a kiedy się oddali, opuścić krąg i tym razem dokładnie go zatrzeć. Pierścień z kolei należało nosić przy sobie zawinięty w kawałek białej tkaniny (symboliczne nawiązanie do całunu). Jeśli umieściło się go potem na palcu zmarłego lub przywiązało się go do jego dłoni lub nogi:

(…) w ciągu godziny powstanie on w postaci, która była dla niego zwyczajna, i będzie przemawiał przed wszystkimi głosem żywego, i będzie w stanie okazywać to przez sześć dni, bo każdy z tych [przywołanych wcześniej duchów] będzie w nim pozostawał przez jeden dzień. A jeśli zechcesz przywrócić go do stanu poprzedniego przed upływem tego terminu, zdejmij pierścień.

Założenie pierścienia na rękę osoby żywej skutkowało podobno tym, że wyglądała jak zwłoki… choć tego można dokonać nawet bez magicznego pierścienia ‒ niektórym wystarczy brak porannej kawy. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Ilustracja poniżej: strona z Grymuaru z Monachium (XV w.) ze schematem magicznego kręgu właściwego dla opisanego wyżej rytuału, z zaznaczonymi stronami świata.

Linki do poprzednich wpisów z cyklu:
Część 1
Część 2

#apaturium – zapraszam do czytania i obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#nekromancja #magia #okultyzm #sredniowiecze #historia #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu

Comments are closed.