Osiemnastoletni górnik z…

Osiemnastoletni górnik z…

Osiemnastoletni górnik z dziesięcioletnim stażem? „Emerytowany” kominiarz świętujący szesnaste urodziny? Pracownica fabryki wracająca po 13-godzinnej zmianie, by… pobawić się lalką? To, co dziś brzmi jak wyjątkowo ponury żart, dla XVIII- i XIX-wiecznych angielskich dzieci stanowiło szarą codzienność. Jak konstatuje w książce „Dzieci rewolucji przemysłowej” Katarzyna Nowak:

„Potęga przemysłowej Anglii budowana była małymi rączkami, które szybko zmieniały szpule nici, czyściły wąskie gardła kominów, ciągnęły wózki z węglem w ciemnościach kopalń. (…) Praca zarobkowa dzieci stała się normą wraz z gwałtownym rozwojem przemysłu, który potrzebował taniej siły roboczej, i wraz z ubożeniem rodzin, które nie były w stanie utrzymać się tylko z pensji rodziców.”

Z perspektywy ówczesnych pracodawców najmłodsi stanowili idealny „motor postępu”. Płaciło się im niewiele lub wcale, łatwo było ich sobie podporządkować – jeśli nie po dobroci, to siłą, a w razie wypadku bądź śmierci z wycieńczenia, bez problemu dało się ich zastąpić.
I to właśnie z tego powodu małym robotnikom często zlecano najtrudniejsze oraz najbardziej niebezpieczne zajęcia. W jakich zawodach „specjalizowały” się dzieci? I co im groziło?

Niewolnicy podziemnego świata
Nawet dziś pracę górników uznaje się za jedną z najtrudniejszych i obarczonych największym ryzykiem. Dwieście lat temu położenie ludzi zarabiających na chleb wydobywaniem spod powierzchni surowców przedstawiało się jeszcze gorzej. Pewien komisarz badający w 1833 roku warunki w kopalni węgla w Worsley zanotował ze zgrozą, iż: „najcięższa praca w najgorszym pomieszczeniu najpodlejszej fabryki jest łatwiejsza, mniej okrutna i demoralizująca niż praca pod ziemią”.

A im głębiej wwiercały się korytarze, tym sytuacja stawała się bardziej dramatyczna. W sięgających dwóch kilometrów poniżej powierzchni ziemi wąskich, poziomych tunelach trzeba było pracować w kucki lub na leżąco. Tymczasem drobnym, zwinnym dzieciom zdecydowanie łatwiej było się tam pomieścić – dlatego właściciele kopalni chętnie zatrudniali młodych adeptów sztuki wydobywania węgla.

Mniej wysiłku wymagało też przetransportowanie ich na dół – nieletni byli lżejsi, więc dawało się spuścić ich na linie. Część małych górników zapewne nawet nie zdawała sobie sprawy, że czyha tam na nich śmierć. A ta przychodziła na wiele sposobów: od eksplozji lampy gazowej, przez zawalenie korytarza i utonięcie, po potrącenie wagonikiem. W XIX wieku w kopalni węgla w Yorkshire szyby otwierały już pięciolatki! Dla tak małych dzieci przebywanie pod ziemią było nie tylko niebezpieczne, ale i traumatyzujące. Tak pierwsze dni pracy małych górników opisuje Peter Kirby:

Z początku małe ofiary wprowadzane do kopalni walczyły i krzyczały z przerażenia w ciemność, lecz znaleźli się ludzie dość brutalni, by zmusić dzieci do uległości. Po kilku próbach stawały się one potulne i apatyczne, gotowe oddać się każdemu niewolniczemu zajęciu, jakie im narzucano.

Praca zawodowa najmłodszych bardzo często miała bowiem charakter niewolniczy – zwłaszcza, gdy „zatrudnienie” otrzymywały sieroty. Pracodawca ograniczał się wówczas do zapewnienia małym podwładnym absolutnego minimum potrzebnego do przetrwania. Dzieci otrzymywały więc skromne posiłki, dach nad głową (często nieszczelny) oraz łóżko, które musiały dzielić z innym nieletnim robotnikiem. O pensji mogły co najwyżej pomarzyć.

Źródło:
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/07/03/z-kolyski-do-fabryki-lub-kopalni-najniebezpieczniejsze-zawody-wykonywane-dawniej-przez-dzieci/

#historia #kapitalizm #antykapitalizm #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu

Comments are closed.