Witam, mam dla Was w #rozdajo…

Witam, mam dla Was w #rozdajo…

Witam, mam dla Was w #rozdajo książkę „Blask ukrytego złota. Dolnośląskie tajemnice wojenne.” której jestem patronem medialnym w zestawie dostaniecie naklejki od ZH! (więcej informacji na końcu posta!)
Przedwczoraj premierę miała książka Leszka Adamczewskiego pt. „Blask ukrytego złota. Dolnośląskie tajemnice wojenne.” – Jest to blask ukrytego złota nieustannie rozpala wyobraźnię i wabi poszukiwaczy skarbów i tajemnic! ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Dolny Śląsk, jak długi i szeroki, od 1945 roku penetrują eksploratorzy. Historycy zaś namiętnie przeglądają archiwalne dokumenty i studiują stare gazety. Wszyscy liczą, że to właśnie im uda się wyjaśnić tajemnicę „złota Wrocławia” czy innych skarbów, które Niemcy mieli ukryć w tej prowincji Trzeciej Rzeszy. Poszukiwacze zapuszczają się w mroki poniemieckich sztolni, do rozpadających się ze starości fabryk, zawalonych kopalń, w ruiny dolnośląskich pałaców i do zamków, chcąc zgłębić zagadki ich konstrukcji i przeznaczenia. Leszek Adamczewski podąża w ślad za nimi. Opisuje niezwykłe miejsca i tajemnicze zdarzenia, jakie miały miejsce na Dolnym Śląsku podczas wojny i po jej zakończeniu.
Kim jest autor? – Leszek Adamczewski to poznański pisarz i dziennikarz, urodzony w 1948 roku w Szczecinie. Od 2009 roku współpracuje z Wydawnictwem Replika. W Blasku ukrytego złota sięga ponownie do tematów opisywanych przez siebie na przełomie XX i XXI wieku w licznych publikacjach prasowych.
Specjalnie dla Was publikuję fragment książki:
„Tajemnica Stadionu Olimpijskiego
15 grudnia 1964 roku w Hanowerze zmarł Richard Konwiarz. Kilka lat wcześniej, w połowie lat 50. XX wieku, do Stanisława Derkacza z wrocławskiej Izby Skarbowej dotarła
informacja, że pewna autochtonka za milion ówczesnych złotych gotowa jest zdradzić, jak najprościej można dostać się do rozległych podziemi mających znajdować się na głębokości
20– 40 metrów pod Stadionem Olimpijskim we Wrocławiu. Ostatecznie jej oferty nie przyjęto. Co łączy te dwa zdarzenia? Osoba Richarda Konwiarza (niektóre źródła podają jego nazwisko w wersji Konwiartz). On to bowiem w 1924 roku zaprojektował miejski
park sportowy na terenie osiedla Leerbeutel. Ów zespół obiektów sportowych z centralnym stadionem zbudowano w latach 1925– 1928 i rozbudowano przed Igrzyskami
Olimpijskimi w 1936 roku. Za projekt wrocławskiego stadionu Konwiarz na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 roku otrzymał brązowy medal. Do 1945 roku Stadion Olimpijski, w ówczesnym Breslau noszący imię Hermanna Göringa, był najpiękniejszym
obiektem sportowym w całej Trzeciej Rzeszy, ponoć wyprzedzając w tym względzie nawet reprezentacyjny Stadion Olimpijski w Berlinie. Czy pod wrocławskim stadionem – przez lata zadawano nie tylko we Wrocławiu to pytanie – mogą się znajdować rozległe podziemia? A jeśli tak, to kiedy je zbudowano? Być może przed olimpiadą berlińską albo podczas wojny. Gdy pod koniec XX wieku próbowałem zgłębić tajemnice Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu, wydawało mi się, że bardziej prawdopodobna jest ta pierwsza możliwość. Wszak właśnie wówczas powstał stadion w zachowanym do dzisiaj kształcie. Od 1933 roku
przez kilka najbliższych lat prowadzono tu zakrojone na dużą skalę prace, także ziemne, które zaowocowały powstaniem nie tylko nowej płyty stadionu, ale również nowych trybun dla 60.000 widzów i nowej korony tego obiektu. Zbudowano też lożę honorową, kabiny dla
dziennikarzy i kilkunastometrową wieżę zegarową, na której szczycie ustawiono znicz podłączony do miejskiej sieci gazowej. I właśnie w tej wieży – według wspomnianej autochtonki – miała znajdować się winda, którą jej mąż zjeżdżał do podziemi pod Stadionem Olimpijskim. – Wykluczam, by w wieży tej mogła znajdować się
tradycyjna winda – na początku 1998 roku powiedział indagowany przeze mnie w tej sprawie Wojciech Stojak, wrocławski eksplorator, który tajemnicy Stadionu
Olimpijskiego poświęcił kilka programów emitowanego w tamtym czasie przez Telewizję Wrocław Klubu poszukiwaczy skarbów. – Ale w wieży mogła być jakaś platforma,
zjeżdżająca na przykład na zębatych belkach lub coś podobnego. Mało to prawdopodobne, ale możliwe. W latach 90. XX wieku i na początku następnego stulecia nie tylko na Dolnym Śląsku krążyły opowieści o podziemiach Wrocławia. O ciągnących się kilometrami tunelach,
magazynach i pohitlerowskich fabrykach zbrojeniowych. Było w tym trochę prawdy i sporo mitów. Zmarły we wrześniu 2013 roku Wojciech Stojak na początku 1998 roku
twierdził, iż spośród wielu takich opowieści najbliższa prawdy jest ta, która wskazuje na podziemia pod Stadionem Olimpijskim we Wrocławiu. – Tam coś jest – powiedział dosłownie. Ten rejon ówczesnego Breslau, gdzie w latach międzywojennych
zbudowano kompleks obiektów sportowych ze Stadionem Olimpijskim, w rękach Niemców znajdował się aż do końca, czyli do podpisania aktu kapitulacji miasta
przekształconego w twierdzę i zażarcie bronionego w okrążeniu
przez 80 dni i nocy. Festung Breslau skapitulowała. (…)Był rok 1955 lub 1956. Wtedy właśnie Stanisław Derkacz zetknął się z tajemnicą Stadionu Olimpijskiego. Do Izby
Skarbowej zgłosiła się bowiem pewna mieszkanka-autochtonka, która oświadczyła, że jej nieżyjący mąż podczas wojny pracował w ogromnym magazynie podziemnym,
zlokalizowanym w rejonie Stadionu Olimpijskiego, najprawdopodobniej pod jego główną płytą, bo do pracy zjeżdżał windą znajdującą się w wieży zegarowej, czasami
nazywanej dzwonnicą. Autochtonka – według Derkacza – zażądała ogromnej
na owe czasy sumy miliona złotych za wskazanie najdogodniejszego
wejścia do tychże podziemi. Derkacz poinformował o tym żądaniu swoich przełożonych, ale odpowiedź nigdy nie nadeszła.
– Pana Derkacza poznałem osobiście kilka lat temu. Z kamerą byłem w jego mieszkaniu. Długo rozmawialiśmy. To nie był mitoman żyjący w urojonym przez siebie świecie
ukrytych skarbów. To był człowiek twardo chodzący po ziemi. On rozmawiał z tą autochtonką, usłyszał pewną opowieść, przekazał ją dalej i zanim zapomniał o całej
sprawie, zainteresował nią również władze wojskowe – na początku 1998 roku mówił Wojciech Stojak, który tajemnicy Stadionu Olimpijskiego poświęcił kilka programów telewizyjnego Klubu poszukiwaczy skarbów. Zanim o tajemnicy wrocławskiego Stadionu Olimpijskiego napisałem wówczas dwuodcinkowy artykuł dla „Głosu Wielkopolskiego”, z taśmy VHS odtworzyłem sobie fragment jednego z tych programów Stojaka. Przy stole, na
tle kaflowego pieca, siedział starszy mężczyzna. Stanisław Derkacz opowiadał o tajemnicy wrocławskiego stadionu, mówiąc między innymi o znajdujących się w otaczającym
stadion parku ruinach ogromnego bunkra, gdzie – według słów autochtonki – miał znajdować się wjazd do podziemi. „Poprosiłem o pomoc specjalistów wojskowych – mówił
Derkacz do kamery. – Przyjechali, popatrzyli. Owszem, mogą te zwały betonu wysadzić w powietrze, by odsłonić zawalony wjazd, ale podejrzewali oni, że ów schron mógł
być podłączony do Odry i zalany. Mówili, że mieli już taki przypadek koło Żagania. I na tym sprawa się zakończyła”.(…)”

Co trzeba zrobić? – Wystarczy tylko zaplusować ten post!
Wśród osób które zaplusują ten wpis w niedzielę (25.04.2021) wylosuję 1 osobę która otrzyma książkę „Blask ukrytego złota. Dolnośląskie tajemnice wojenne.” i wlepkę od ZH.

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii – tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii – plusując ten komentarz bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

Sprawdź też mój blog WWW firmowy SKLEP ZH oraz kanał na YT

#historia #ksiazki #dolnyslask #wroclaw #poszukiwacze #iiwojnaswiatowa

Comments are closed.